Do nieba i z powrotem

dodano: 03/10/2007 22:30 • komentarze: 1 • odsłony: 13539 • kategoria: Ezoteryka/Magia • dodał: Sonny

Do nieba i z powrotemNajpierw pojawia się ciemność. Jest przyjazna, niestraszna. Później tunel, na końcu świetlisty, wciągający człowieka w ciepły blask nicości.
Powoli otula go błogość i poczucie szczęścia. Świat zostaje z tyłu, znikają troski i strach. Nie chce się wracać. Potrzeba zagłębienia się w krąg światła jest coraz silniejsza. To cudowne uczucie pierwszych sekund po śmierci klinicznej.


Zgon pod lupą

Do nieba i z powrotemPierwszym badaczem, który odważył się udowodnić naukowo istnienie „życia po życiu", był Karlis Osis (1917-97) z Nowe go Jorku.
Był jednym z pierwszych psychologów którzy uzyskali tytuł doktorski, badając takie „nienaukowe" zjawiska jak ESP czyli postrzeganie pozazmysłowe. Później zajął się też m.in. zjawami i poltergeistami.
Badania nad tym, co się dzieje z człowiekiem po śmierci zaczął w końcu lat 50. Rozesłał ankiety do pięciu tysięcy lekarzy i podobnej liczby pielęgniarek. Zgromadził sporą „kolekcję" przypadków i na ich podstawie ustalił schemat zdarzeń. Najpierw następuję gwałtowna poprawa nastroju umierających pacjentów, potem pojawiają się wizje posłańców z innego świata i niezwykle pięknych miejsc. Osis doszedł do wniosku, że nie da się wytłumaczyć tych przeżyć wpływem leków lub samą chorobą. Zjawisko to nazwał NDE (Near Death Experience - otarcie się o śmierć).

Pani od „dobrej śmierci"

Do nieba i z powrotemElizabeth Kubler-Ross (ur. 1926), z pochodzenia Szwajcarka, w 1958 r. przeniosła się do USA. Zaszokował ją sposób traktowania umierających.
„Unikano ich, obrażano, nikt nie był z nimi szczery". Godzinami siadywała przy nich, słuchając, co mają do powiedzenia. W 1969 r. wydała książkę „Śmierć i umieranie" (omawiała w niej m.in. etapy umierania), która przyniosła jej międzynarodową sławę.
Jednocześnie naraziła się wielu kolegom po fachu.
Zwłaszcza gdy w 1974 r. publicznie wyznała: - Podejmując pracę z umierającymi pacjentami nie wierzyłam w życie po śmierci. Dziś natomiast nie mam najmniejszych wątpliwości, że ono istnieje. Elizabeth rozmawiała z wieloma pacjentami, których przywrócono do życia. Sama też przeżyła podobne doświadczenia na początku lat siedemdziesiątych. Po ciężkim dyżurze zasłabła, zanikł jej puls, zamarł oddech. Sądzono, że umarła. Gdy „powróciła", pamiętała co przeżyła: oderwanie się od ciała i głos nakazujący jej powrót. Doktor Klibler-Ross wygłaszała odczyty, opisując przypadki swych pacjentów. Napisała ponad dwadzieścia książek, przetłumaczonych na 25 języków.
A mimo to niewiele brakowało, by się poddała i zaniechała działalności. Była załamana, zniechęcona atakami środowisk medycznych. I wtedy w jej gabinecie pojawiła się Mary Schwartz, pacjentka... nieżyjąca od kilku miesięcy. Prosiła, by lekarka nie rezygnowała. Odchodząc, na prośbę Elizabeth, Mary złożyła na kartce podpis wraz z datą. Eksperci porównali później podpis z próbkami pisma Mary - i uznali go za autentyczny!

Czas na bestseller


Do nieba i z powrotemAle prawdziwym hitem wydawniczym stała się książka Raymonda Moody'ego „Życie po życiu", opublikowana w 1975 r. On też nie był żadnym szamanem, ale doktorem psychologii i filozofii. W książce opisywał doświadczenia ludzi, którzy „otarli się o śmierć", byli reanimowani, ale wrócili do życia. Moody przyznawał, że do momentu pisania książki nie zetknął się z literaturą dotyczącą zjawisk paranormalnych czy okultystycznych, sam też nie otarł się o śmierć. Wychował się w rodzinie tradycyjnie wierzących metodystów, unikających nawet wzmianek o okultyzmie.
Książkę krytykowano przede wszystkim za brak danych statystycznych. Ten brak naprawił młody wówczas i obiecujący psycholog Kenneth Ring. Przeprowadził badania 102 osób, które przeżyły śmierć kliniczną. PóĽniej zajął się zbieraniem przypadków obserwacji przez umierających zdarzeń zachodzących w czasie ich „zgonu", doświadczeń niedoszłych samobójców. Opublikował pięć książek.
Co na to nauka? Większość lekarzy uważa NDE za halucynacje umierającego, wywołane lekami lub niedotlenieniem mózgu. Sam Raymond Moody dostarczył im argumentów. Skonstruował bowiem tzw. psychomateum. W starożytnej Grecji nazywano tak Do nieba i z powrotemprzepowiednie będące rezultatem kontaktów z duchami. Psychomateum Moody'ego było ciemną komorą, w której umieszczono duże lustro, służące za „bramę" do świata zmarłych.
Przebywający tam ludzie wprowadzali się w „odmienny stan świadomości", przypominający śmierć kliniczną.
Ale pewne jest jedno: osoby, które przeżyły NDE zazwyczaj zmieniają swoje życie, „otwierają się", porzucają pogoń za bogactwem i zaszczytami. I przestają bać się śmierci.



Kenneth Ring ustalił piędofazowy model NDE, występujący niezależnie od płci i wieku umierających, ich przekonań religijnych i różnic kulturowych:
# Głęboki spokój i brak bólu. Prawie 60 proc. opisywało wspaniałe uczucie, które likwiduje lęk przed śmiercią, smutek oraz wszelkie ziemskie niepokoje.
# Oddzielenie się od ciała. Prawie połowa badanych widziała swoje ciało z wysoka. Oddzielona od ciała świadomość „wkracza w ciemność". Pojawia się wrażenie podróży w ciemnej przestrzeni, często określanej jako tunel. Wielu z badanych miało wrażenie, że na tym etapie podejmowana jest decyzja, czy wrócą do życia.
Przed oczami zmarłego pojawia się całe jego życie (obraz po obrazie), ma też uczucie czyjejś obecności. Ta istota pomaga mu zrozumieć jego życie, z miłością i wyrozumiałością.
# Ciemność zostaje zastąpiona przez światłość, która wciąga zmarłego w siebie.
# Zmarły wkracza w światłość, w świat o cudownej urodzie. Spotyka ukochanych zmarłych (łącznie z ulubionymi zwierzętami). Kiedy następuje czas powrotu do ciała, przyjmuje to z niechęcią i ociąganiem.

Co czeka samobójców?


Niektórzy z odratowanych samobójców opisywali przerażające przeżycia: mrok, poczucie beznadziei, stałe rozpamiętywanie przyczyn, które do samobójstwa popchnęły, straszliwe zjawy. A przede wszystkim - towarzyszyła im nieustanna świadomość krzywdy, jaką swym samobójstwem wyrządzili(by) bliskim.
Inaczej jednak wyglądają relacje spisane przez Kennetha Ringa. Jego" samobójcy trafiali do „szarej przestrzeni", „strefy zmierzchu". Przeważało w niej poczucie ulgi, spokoju, oderwania od ciała, wokół rozlegała się muzyka (klasyczna, ale jednocześnie „metaliczna", „głucha", „echowa"). Umierający widzieli swoje życie, a gdy „wracali" świat wydawał się im bardziej barwny, piękniejszy.
Inni badacze zajmujący się NDE samobójców, wspominali, że niektórzy umierający stykali się nie z „jasnym światłem" i „uosobioną dobrocią", lecz z inna istotą, przypominającą Władcę śmierci z Tybetańskiej Księgi Zmarłych. Mroczną, z czarnymi skrzydłami, ale nie złą. Samobójcy opisywali zwłaszcza jego ironiczne poczucie humoru i niewątpliwą troskę o ich dobro. Zwykle starał się im pokazać, co mają Jeszcze do zrobienia w życiu, choć nigdy nie zmuszał ich do powrotu.

źródła: paranormalium.pl / Super Express 15 - 16 III 2003
Zobacz co sądzą o tym inni:
dodał: adrianac79 data: 2009-10-11 23:48:42
''Życie po życiu '' i ''Życie przed życiem '' Raymonda Moody'ego ciekawe i daje do myslenia,artykul tutaj tez interesujacy
Aby mieć możliwość komentowania, musisz być zalogowany. Nie masz konta? Zarejestruj się!
nieznane.pl Bądź na bieżąco! Subskrybuj nasz kanał RSS.Statystyki This Page Is Valid XHTML 1.0 Transitional :: ©2007-2009 nieznane.pl ::