Na życzenie sebastian811

Wielokrotnie poruszany był temat zjawiska opętania przez demony, diabły, czy złe duchy różnych ludzi. Do dziś najbardziej wyrazistym i jednocześnie służącym za uniwersalny przykład w tego typu rozważaniach pozostaje przypadek pewnej Niemki, wielokrotnie egzorcyzmowanej, lecz zmarłej tragiczną śmiercią mimo starań przewodników duchowych.
O Anneliese Michel krąży wiele historii. Ludzie badający jej przypadek podzieleni są na dwa obozy – zwolenników teorii o ingerencji demonów w życie dziewczyny i tych, którzy za powód jej okropnego stanu przed śmiercią i samego zgonu uznają błąd w sztuce lekarskiej. Doczekaliśmy się na jej temat wielu publikacji, kilku filmów, a tak naprawdę nie jesteśmy w stanie wyjaśnić po 33 latach co tak naprawdę zaszło.
Anneliese byłą zwykłą, skromną dziewczyną przykładającą wielką wagę do nauki. Pochodziła z pobożnej rodziny, razem z rodzicami i trzema siostrami co niedziela uczęszczała na msze. Znajomi zapamiętali ją jako niezwykle kruchą i delikatną, co nie kolidowało jednak z prowadzeniem życia prywatnego. Życie toczyło się codziennym trybem w jej domu w Klingenbergu, nic nie wskazywało na tragedię, jaka miała się niebawem rozegrać...
Jesienią 1968 roku Anneliese zwierzyła się jednej ze swych koleżanek z tego, co spotkało ją poprzedniej nocy. Podobno nie mogła wstać z łóżka, ani ruszyć jakąkolwiek kończyną, czuła, jakby jakaś tajemnicza siła ściskała ją i przypierała z całej siły do materaca. Szesnastoletniej dziewczynie (którą wówczas niemka była) może przyśnić się wiele rzeczy, zatem nikt nie widział w tym niczego niezwykłego. Problem jednak w tym, że prawie rok po tym wydarzeniu sytuacja powtórzyła się – prawie identyczny przebieg rzeczy, jednak sama Anneliese twierdziła, jakoby odczuwała to silniej, intensywniej niż za pierwszym razem. I tym razem problem nie okazał się dostatecznie poważny, by zainterweniować w odpowiedni sposób.
Zamiast tego dziewczynę wysłano do lekarza. Neurolog nie wykrył absolutnie żadnych zaburzeń, Anneliese była zdrowa jak przysłowiowy koń. Mimo to została wysłana do sanatorium,w którym miała odpocząć i z nowymi siłami wrócić do szkoły. Jednak tak się nie stało – po kilku dniach jej towarzyszki z ośrodka z przerażeniem obserwowały, jak dziewczyna dostaje dziwnych kurczy lub po prostu przez kilka chwil nie panuje nad swoim ciałem.
Te kilka miesięcy „choroby” spowodowały, że Michel była zmuszona powtarzać rok w szkole. Mimo złego samopoczucia i braku sił przyłożyła się i zdała maturę. To świadczyło o jej przemożnej chęci „wyrwania się”, zostawienia tego koszmaru za sobą, nie sądzicie?
Chciałbym w tym miejscu napisać, że „wszystko potoczyło się dobrze, Anneliese wyzdrowiała i żyła/żyje długo i szczęśliwie”. Jednak kłamać, w tym przypadku – niestety – nie zamierzam. Kiedy dziewczyna miała nadzieję na rozpoczęcie nowego życia, ucieczkę od problemów nie wiedziała, że najgorsze przed nią.
Nie była wybredna, nie miała przerostu ambicji, po prostu chciała robić to, co lubi – zaczęła więc studiować pedagogikę. Kilka miesięcy po rozpoczęciu studiów, kiedy sytuacja zdawała się powoli robić lepsza, młoda studentka zaczęła skarżyć się swojej matce na „dziwne odgłosy” w jej pokoju. Ponownie rodzice wykazując się niebywałym pokładem spokoju i racjonalizmu, wysłali córkę do laryngologa, który – jak pewnie się domyślacie – nie stwierdził absolutnie żadnych zaburzeń. Kilka dni potem wszyscy domownicy poczęli skarżyć się, iż także słyszą podobne dźwięki dochodzące wprost z pokoju dziewczyny. Daremne okazały się także próby podsłuchania, czy to przypadkiem nie ona sama próbuje zwrócić na siebie uwagę.
Poważnie zaniepokojeni krewni zaczęli upatrywać ratunku w Bogu – prawdopodobnie nieco później, niż powinni.
Wy tego nie zobaczycie na żadnej fotografii, ale warto nadmienić, że w którymś momencie (między incydentem z ’68 a czasem, który teraz omawiamy) oczy dziewczyny... zmieniły kolor! Jako młoda dzierlatka urzekała niesamowicie „bezpośrenim” błękitem tychże, potem natomiast pociemniały, przybrały odcień złowieszczej czerni. Właśnie z tych oczu dało się wyczytać bezpretensjonalną nienawiść sączącą się na domowników podczas wieczornych modlitw. Anneliese przestała odczuwać ulgę i pocieszenie w kontakcie z bogiem, czując się jednocześnie coraz gorzej na ciele i umyśle/duchu.
Jednocześnie, co ciekawe, studiowała, odznaczając się niesamowitą, niespotykaną dotąd u niej w tak dużych ilościach wesołością. Była w związku z niejakim Piotrem, który nie wiedział wtedy zbyt wiele o jej „dolegliwościach”. Kiedy jednak dowiedział się wszystkiego, nie opuścił jej. Nawet, gdy... a, nie, to zachowam na potem
Czas „nadmiernej wesołości” był także czasem, kiedy Anneliese odrzucała od siebie wszelkie poświęcone przedmioty. Ponadto coraz mniej dbała o swój pokój, rozrzucając w nim śmieci, nadpalone kartki etc. Przestała dbać o higienę osobistą i – mówiąc kolokwialnie – sprawiała wrażenie lokatorki dworca w większym mieście. Po kilku kolejnych dniach zaczęły się dziać rzeczy jeszcze dziwniejsze – Anneliese przestała trzymać mocz i oddawała go gdzie popadnie. Kiedy sądziła, że nikt nie widzi, piła go. To, jak łatwo możecie sobie wyobrazić, nieziemsko przestraszyło jej rodziców, którzy czym prędzej chcieli z córką porozmawiać. To jednak nie odniosło żadnych efektów, bowiem matka nie mogła wytrzymać już samego przesyconego jadem wzroku swojej córki. Niedługo potem dziewczyna prawie całkowicie przestała opuszczać swój pokój. Sporadyczne „wypady” opierały się na skakaniu ze schodów, drapaniu i gryzieniu ścian (co oczywiście łamało tak zęby jak i paznokcie), wkładaniu głowy do muszli klozetowej, jedzeniu pająków i wszelkich typowych domowych insektów, czy też obscenicznej zabawie narządami rozrodczymi. W tym wszystkim odznaczała się także niesamowitą siłą fizyczną (siostrą, która usiłowała jej pomóc, odrzuciła jak szmacianą lalkę) i – co chyba najdziwniejsze – praktycznie WCALE nie spała. A jeśli już, wyglądała jak trup.
Chyba też zdajecie sobie sprawę z tego, że taki stan nie utrzymywał się ciągle – co jakiś czas dało się wyczuć rozluźnienie atmosfery, a sama Anneliese krzątała się po prostu po domu, grała na fortepianie, uczyła się, słowem – zachowywała się jak normalna dziewczyna.
Nie wiem, co bardziej przerażało rodzinę – jej okropny stan fizyczny połączony z uzewnętrznieniem wypełniającej ją nienawiści, czy to, że nigdy nie wiedzieli jak do niej podejść. Czy W OGÓLE do niej podejść. W każdym razie będąc na skraju wytrzymałości wystosowali list do biskupa z prośbą o rozpatrzenie wysłania do ich domu księdza – egzorcysty, który mógłby pomóc córce.
Ojciec Adolf Rodewyk (1894 – 1989) w ukryciu przed siłami nazistów podczas drugiej Wojny Światowej egzorcyzmował pewną pielęgniarkę z pozytywnym skutkiem. On zatem posłużył rodzicom dziewczyny radą, konsultował się także z biskupem w Wurzburg, Josefem Stanglem, który w końcu wyznaczył dwóch duchownych – proboszcza Ernsta Alta i salwatorianina Arnolda Renza, by zajęli się sprawą rzekomego opętania.

Sama dziewczyna wyglądała w tym czasie gorzej, niż można sobie wyobrazić – z atrakcyjnej studentki przeobraziła się w żywy szkielet, na którym wisiała przezroczysta skóra, z czaszki wyzierało dwoje czujnych, nieprzeniknionych oczu. Połamane zęby i paznokcie, a także wszelkie efekty samookaleczenia, jakiego na sobie dokonywała, także odcisnęły piętno na jej wyglądzie.
Duchowni widząc to, zaniemówili. Nie mogli jednak odejść, mieli przecież misję do wykonania. Nim zabrali się za odprawianie rytuału, postanowili porozmawiać z dziewczyną i dowiedzieć się, kim są jej demony.
Tym większe było ich zdumienie, kiedy Anneliese poczęła mówić sześcioma różnymi, męskimi głosami, a każdy z nich przedstawiał się jako ktoś inny. Byli to: Lucyfer, Judasz, Kain, Neron, Hitler i Fleischmann. Postanowili dłużej nie zwlekać i odprawić wszelkie potrzebne rytuały.
Łącznie było ich 67 przez okres dziesięciu miesięcy. Niektóre sesje trwały po cztery lub pięć godzin. W przerwach Niemka w dalszym ciągu zachowywała się nieracjonalnie (np wchodziła pod stół i przez kilka dni szczekała jak pies), nie widać było żadnej poprawy.
Jeden z egzorcyzmów zaczął się nietypowo. Piotr, chłopak opętanej, podtrzymywał ją, by nie upadła, była bowiem tak słaba (odmawiała jedzenia i picia), że cudem mogła stać o własnych siłach. Nagle wyrwała się z objęć, upadła z głuchym łoskotem na kolana i powstała. Następnie powtórzyła proceder KILKASET razy, co miało odtąd stać się stałym punktem rytuałów.
Wycieńczona psychicznie/duchowo i fizycznie, odmawiająca posiłków, chcąc w ten sposób odpędzić demony, okaleczona i nie chcąca pomocy od nikogo Anneliese Michel zmarła 1 lipca 1976 roku. Rodzina znalazła ją w jej własnym łóżku po odbywającym się dzień wcześniej, dającym nadzieję na przyszłość, egzorcyzmie. Opętana poprosiła bowiem o rozgrzeszenie, którego udzielił jej Renz.
Podczas tych wielu prób wypędzenia demonów, powstały sławne taśmy, na których słychać głos i krzyki Anneliese opierającej się rytuałom. To one stały się potem jednym z dowodów w sprawie sądowej przeciwko księżom i rodzicom dziewczyny. Cała czwórka została oskarżona o zaniedbanie i spowodowanie śmierci. Sąd orzekł winę i trafili do więzienia na sześć miesięcy, w zawieszeniu na trzy lata.
Jest jednak w tym wszystkim... o ile można tak powiedzieć, wesołego. Takie światełko w tunelu. Jej chłopak, o którym nie chciałem mówić wcześniej zbyt wiele, został z nią do ostatniego dnia jej życia. Nawet gdy próbowała go gryźć, biła, odpychała i krzyczała, nie opuścił jej.
Na koniec już chciałbym, byście zastanowili się nad jedną istotną sprawą. W roku 1973 (dwa lata przed taśmami z głosem Anneliese) do kin wszedł film „Egzorcysta”. Zakładam, iż go znacie, jeśli nie – nadróbcie zaległości czym prędzej! Wtedy zobaczycie pewne podobieństwo pomiędzy zachowaniem grającej główną rolę Lindy Blair, a Anneliese. Wielu ludzi sądzi, że Niemka naśladowała ten właśnie film (o ile w ogóle go widziała...).
Biegli sądowi lekarze i prawnicy widzą w jej opętaniu jedynie poważne powikłania po odstawieniu leków i psychozę, pogłębianą coraz bardziej przez zabobonną rodzinę i niewzruszonych podczas rytuału duchownych.
Kościół z kolei chce ją wynieść na ołtarze po tym, jak ujawnione zostały zawartości taśm z rytuałów i fragmenty dziennika Anneliese, dzięki którym wyszło na jaw, iż dziewczyna była pod stałą opieką Matki Boskiej – ba, nawet się z nią kontaktowała i dzięki niej wytrwała tak długo w swoim męczeństwie za kapłanów i młodzież, czym właśnie opętanie miało być.
A dla Was, czym było?
Jednak żadne słowa i nagrania nie będą w stanie oddać osobistej tragedii, jaka spotkała dziewczynę. I pewnie nigdy nie dowiemy się, jaka była prawda. Tymczasem – przemyślcie sobie to.

źródła: Internet |