Na wpół błędne jest stwierdzenie, jakoby symbole pozostawiane od kilkunastu lat przez Obce cywilizacje były piktogramami. One po prostu należą do grupy rzeczy, które noszą takie miano. A są to między innymi znaki drogowe i te, którymi posługują się niepełnosprawni fizycznie i umysłowo we wzajemnej komunikacji, czy hieroglify. Słowem - każdy obraz, który coś nam przekazuje, lecz nie jest opatrzony podpisem, którym moglibyśmy potwierdzić to, czy dobrze odczytujemy to, co widzimy, jest piktogramem.
Weźmy znaki drogowe lub ostrzegawcze - każdy chyba widział niebieski kwadrat z naniesionymi pasami u dołu i humanoidalną istotą idącą przez nie - oznaczenie przejścia dla pieszych. Nie ma tam żadnych liter tylko "niema" ilustracja, jednak doskonale wiemy, co oznacza.
Andrzej Kulik jest kolejnym, po Janie Wolskim przedstawicielem "prostego, rolniczego ludu" w tej serii artykułów, choć pełnił rolę sołtysa. Żył spokojnie we wsi Pigża (koło Torunia) aż do lata 1999 roku. Wtedy to na jego polu wygnieciony został krąg o średnicy 15 metrów. Źdźbła zostały ułożone równolegle, a żadne z nich nie zostało złamane. Nie było również śladów pracy jakichkolwiek maszyn, ani drogi, którą ewentualni żartownisie mieliby dostać się do miejsca, w którym wykonali krąg.
Trzy dni wcześniej żona Kulika około 21:30 dostrzegła rząd sześciu lub ośmiu świateł na polu. Pomimo, że zaniepokoił ją brak jakichkolwiek odgłosów pracy silnika, nie zwróciła na to uwagi myśląc, że to po prostu nowy rodzaj kombajnu.
Pierwsze doniesienia o kręgach w zbożu, które znajdowali zdziwieni i przestraszeni ludzie sięgają roku tysięcznego. Uznawano je wtedy za efekt nocnych tańców boginek, które niczego nieświadome, pozostawiły po sobie wspaniały, cieszący oko ślad.
Pogląd ten wyewoluował nieco i kuliste obiekty na niebie, lub też znaki na polach uznawane były za manifestację sił boskich i istot, które przez te "objawienia" dorabiały się całkiem pokaźnych kultów wśród ludności. 
Jednak "piktogramy UFO" stały się szczególnie popularne dopiero pod koniec lat '70 XX wieku, kiedy zanotowano istną "epidemię" kręgów w Walii i południowej Anglii.
Jak się okazuje, nie można ułożyć źdźbła w taki sposób by nie naruszyć jego kruchej struktury. Jednakże każdy kolejny przypadek powstania tajemniczych symboli pokazywał, że to jednak możliwe. Nawet po kilku dniach wyglądają, jakby ktoś uczesał je gigantycznym grzebieniem, do tego zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Patrząc na to można odnieść wrażenie, że operacja jest wyliczona co do milimetra i pieczołowicie wykonana. Na polu Kulika po sześciu dniach koło straciło nieco na wyrazistości, lecz zboże nie podnosiło się.
W każdym miejscu powstania piktogramów odmawia posłuszeństwa cały sprzęt elektroniczny - kamery, aparaty cyfrowe, telefony komórkowe etc. Po około 10 - 15 minutach przebywania w tych miejscach nawet najwyższej klasy sprzęt nagrywający staje się całkiem bezużyteczny. Spostrzegawczy ludzie zauważą także, że w tych miejscach igła kompasu wariuje, co dowodzi występowania dość dużego pola magnetycznego. Co ciekawe, badając kręgi, bardzo często wychodzi na jaw zwiększona radioaktywność danego miejsca, co może dowodzić, że za tym zjawiskiem kryją się NOL - e.
W lipcu 2000 roku - podobny do Pigżańskiego - powstał piktogram w Kielanówce koło Rzeszowa. Na tym polu pojawiła się duża, skomplikowana figura, złożona z jednego dużego okręgu i co najmniej trzech mniejszych, połączonych ze sobą korytarzami.
Kolejne pokazały się 21 lipca w Wylatowie obok Mogilna. Edward Malicki, dyrektor miejscowej szkoły podstawowej oglądał w nocy program muzyczny nadawany z satelity. Około 2 w nocy pojawiły się problemy z odbiorem - szumy, dziwne zakłócenia. O tej samej porze coś obudziło 16 - letnią mieszkankę wsi. W jej pokoju zrobiło się jasno jak w dzień. Dziewczyna wyjrzała zatem przez okno w poszukiwaniu powodów dziwnej anomalii i dostrzegła łunę światła. Kolejnego dnia zauważono na polach skomplikowane figury. Największy ze znaków składał się z czterech symetrycznie rozmieszczonych kół w pszenicy. Łączyły je tunele ok. metrowej szerokości. Wygniecione zboże tworzyło idealnie gładką taflę, niczym lustro, żaden z kłosów nie był w najmniejszym stopniu uszkodzony.
Właściciel pola, Tadeusz Filipczak przyznał się, że traktował z przymrużeniem oka tezę o Obcej cywilizacji, która miała tworzyć znaki. Jednak kiedy dostrzegł, że część jego upraw jest zniszczona, zmienił zdanie.
"Nie ma takiej rolniczej maszyny, która mogłaby wyrysować takie kręgi na polu. Ręcznie też nikt by tego nie zrobił. To zbyt precyzyjna robota, zresztą, kto by zniszczył tyle pszenicy?" -
mówił.
Wydawać by się mogło, że sprawa jest przesądzona, ludzie w to wierzą. Jednak i tutaj znaleźli się sceptycy, a wraz z nimi pytania bez odpowiedzi, rzucające cień powątpiewania na zjawisko kręgów w zbożu.
Kilka lat po "epidemii" znaków w Wielkiej Brytanii, dwie osoby, Doug Bower i Dave Chorley ogłosiły publicznie, że większość kręgów, które powstawały na początku tego całego zamieszania była ich dziełem. Dokładnie opisali metody i przyrządy, jakimi się posługiwali, co więcej - wykonali nawet kilka z nich na zamówienie.
Dalsza eksploatacja tematu wykazała, że 3 - 4 osoby bez problemu wystarczą do zrobienia piktogramu średniej wielkości. Niejaki Matt Ridley ośmieszył nawet ufologów z Wall Street Journal, tworząc piktogramy, które były - cytując badaczy - "niemożliwe do stworzenia ręką człowieka".
Entuzjaści z kolei odpierają pomysły chociażby tym, że piktogramy zwykle powstają w kilka sekund, a tego człowiek już nie jest w stanie zrobić. Tak samo jak nie potrafi dojść do miejsca stworzenia wzoru, nie niszcząc zboża. Owszem, mógłby dostać się tam na pokładzie jakiejś maszyny, lecz wtedy świadkowie słyszeliby cokolwiek, pracę silnika chociażby. I czy naprawdę ludzie, którzy mają się tym parać, zadawaliby sobie tyle trudu by wszystko zorganizować, narażając się przy tym na obalenie całego mitu? Jasne światła, zakłócenie odbioru programów satelitarnych, idealna symetria, czy w końcu pole magnetyczne i zwiększone promieniowanie - ilu ludzi musiałoby być zaangażowanych w takie przedsięwzięcia, by "obsłużyć" tyle miejsc i dopracować każdy plan do najmniejszego szczegółu?
Zarówno entuzjaści jak i przeciwnicy powiązania piktogramów z Obcymi cywilizacjami mają swoje własne asy w rękawie. Ta partia nie skończy się, dokąd jedna strona nie spasuje, a jak na razie się na to kompletnie nie zanosi.
Wracając jednak do początku artykułu - może faktycznie nazwa "piktogramy" stosowana w odniesieniu do kręgów w zbożu ma coś w sobie i jeśli nadawalibyśmy na "tych samych falach", dostrzeglibyśmy przekaz, jaki dostajemy od obcej kultury. A tak... pozostaje czekać, obserwować bieg wypadków i mieć nadzieję, że znaki nie zwiastują nic, co jest dla nas potencjalnym zagrożeniem.
źródła: Focus IX 01r. , Internet |