Historia dziewczyny, która znalazła się w toksycznej grupie

dodano: 17/09/2007 11:14 • komentarze: 0 • odsłony: 5927 • kategoria: Inne • dodał: Simon

Historia dziewczyny, która znalazła się w toksycznej grupie 24-letnia oświęcimianka - Agata O. * tuż przed maturą wpadła w sidła sekty. Zaczęło się niewinnie - od spotkań w gronie jej członków, na które przychodziła ze swoimi znajomymi...

Zachwycona ich niecodziennym podejściem do życia, sypiących jak z rękawa prostymi receptami na kłopoty, zawiłe problemy, stresy, uczestniczyła w zebraniach sekty (że jest to grupa toksyczna nie uświadamia sobie do dziś) coraz częściej i chętniej. Przeszła, nie zdając sobie z tego sprawy, solidne "pranie mózgu", została "zbombardowana miłością" i przekonana, że jej dotychczasowe życie było puste, jałowe, snobistyczne. Jednocześnie wzbudzono w dziewczynie poczucie winy - żyła zawsze dostatnio, otoczona miłością rodziny, gdy tymczasem wielu nie doznało jej ze strony bliskich, klepało biedę, miało trudne dzieciństwo (awantury, alkohol w domu, noce spędzone na klatkach schodowych itp.). Przechodząc na tory myślowe sekty, Agata zmieniła swój stosunek do rodziców i wszystkich dotąd bliskich sobie ludzi, teraz traktowanych jak wrogów próbujących ograniczyć jej wolność. Oni - rodzice, była o tym przekonana, mają wobec swojego dziecka (to co, że już pełnoletniego!) tylko obowiązki, tzn. muszą zapewnić jej dach nad głową, "wikt i opierunek", ona - wyłącznie prawa - może robić co chce, przebywać z kim chce, wracać do domu, kiedy ma na to ochotę (wszak skończyła 18 lat!). Jeśli próbowali prośbami i groźbami przekonać córkę, że jest w błędzie, że postępuje źle i rani ich, ta perswadowała im, że szykanują ją za wiarę.

Funkcjonowała w sposób skrajnie niezdrowy, cały swój czas i energię poświęcając działalności, jaką narzuciła jej sekta. W pewnym momencie stała się wyalienowanym człowiekiem, zdolnym do rozmowy na jeden tylko temat - grupy i propagowanych przez nią wartości.

Jej oddaną członkinią stała się po zdaniu matury. Gdyby sekta całkowicie omamiła ją wcześniej, pewnie by nawet nie przystąpiła do egzaminu dojrzałości. "Zasługą" destrukcyjnej grupy było przecież to, że zrezygnowała z planowanych od dawna studiów, mimo zdanych już wcześniej egzaminów. Nie jedyną, jak się później okazało...

Aby Agata nie odczuwała pustki po skończeniu szkoły, znaleziono jej pracę kilkadziesiąt kilometrów od Oświęcimia. Codziennie docierała na miejsce pociągiem - wyjeżdżała rano, wracała w późnych godzinach wieczornych. Początkowo, przez 2 tygodnie zatrudniana była za darmo (nazywało się to "przyuczanie się do zawodu"), potem za marne grosze. Agacie tłumaczono, że praca ma przynosić zadowolenie, pieniądze nie są najważniejsze. Zresztą, w razie trudności, choćby finansowych, może przecież liczyć na tych, którzy jej nigdy nie zawiedli (czyli członków grupy). A poza tym są rodzice, którzy mają obowiązek zapewnić córce utrzymanie, a tzw. kieszonkowe ma dzięki pracy.

Po 6 miesiącach, mimo wszystko, zrezygnowała z zajęcia. Sekta, aby utwierdzić dziewczynę w przekonaniu, że o nią dba, dała jej na to kolejne dowody. Nakłoniła Agatę do zerwania kontaktów z rodziną, zapewniła mieszkanie u leciwej, obłożnie chorej kobiety, którą miała się opiekować w zamian za locum (na jedzenie musiała zarabiać dobrymi uczynkami, czyli sprzątaniem, myciem okien u osób w hierarchii sekty stojących dużo wyżej niż ona sama). Opieka toksycznej grupy nad dziewczyną sięgnęła jeszcze dalej, bo... roztoczona została na układy damsko-męskie. Znaleziono jej chłopaka, a właściwie mężczyznę 23 lata starszego od niej, schorowanego, który początkowo spełniał rolę ojca, a z czasem stał się potencjalnym kandydatem na męża. Po kilkumiesięcznym okresie znajomości skojarzona para wzięła ślub i wyjechała z miasta. Gdzie są, co robią - nie wie nikt. Świat Marii i Antoniego O. - już po wcześniejszych przeżyciach dostarczonych przez córkę - chwiejący się dotychczas, teraz legł w gruzach. W błędzie jest jednak ten, kto sądzi, że rodzice wykreślili ją całkowicie ze swojego życia. Nie. Kochają swoją jedynaczkę nadal i ciągle wierzą, że kiedyś opamięta się, zrozumie swój błąd i powróci do nich z wyimaginowanego, zbudowanego przez sektę świata do normalności...

Ona, chociaż o tym jeszcze nie wie, została przez toksyczną grupę okaleczona psychicznie. Stała się jedną z ofiar psychomanipulacji dokonanej przez "bezinteresownych" werbowników - dobroczyńców. Uległa działaniom destrukcyjnej grupy, a teraz sama włączyła się w jej "misję". Skrzywdziła, głęboko zraniła, nie tylko siebie, ale i swoich najbliższych.

*

Mówi się, że w Oświęcimiu grupy parareligijne nie funkcjonują, że sekty nie wysunęły tutaj swoich macek, co jest oczywiście wierutną bzdurą, a czego dowodzi choćby wcale nieodosobniony przypadek Agaty. Historia tej dziewczyny jest autentyczna, celowo jednak pominęłam nazwę sekty, do której dziewczyna została wciągnięta.

Temat sekt, grup toksycznych, destrukcyjnych - obojętnie jak je nazwać, pojawia się w mediach bardzo często. I dobrze, tyle że rzadko kiedy, oprócz adresów placówek, które mogą pomóc ofiarom sekt ("Oświęcimski Chemik" nr 8 /2001, art. "Wyrwałam się ze szponów sekty") mówi się, jak zapobiec lub pokonać problemy związane z metamorfozą bliskiej osoby, dokonującą się pod wpływem wyrafinowanych, stosujących głęboko nieetyczne metody i techniki manipulacji ludzi, jak postępować wobec bliskich, którzy choć z pozoru zachowują się normalnie, tzn. nie uciekają z domu, nie medytują, nie odprawiają podejrzanych misteriów itp., to jednak z każdym dniem psychicznie, pod wpływem nowych znajomych, oddalają się od rodziny.

Ojciec Jacek Gałuszka - dyrektor Dominikańskiego Centrum Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych w Polsce - radzi członkom rodzin, w których pojawił się "toksyczny" problem, by reagowali - i to jak najszybciej - zgodnie ze swoimi odczuciami, nie tłumili ich w sobie, otwarcie napiętnowali parareligijne grupy, podsuwali "zagrożonym" materiały na ten temat, dostarczali przykłady osób, które zostały przez nie wykorzystane czy wręcz zniszczone. Poza tym, twierdzi ojciec Gałuszka, o psychomanipulacji, sposobach obrony przed nią trzeba mówić "na okrągło", szczególnie zaś w tych domach, gdzie są dzieci i młodzież. Jeśli nic na temat psychomanipulacji nie wiemy, jesteśmy wobec niej bezbronni, łatwo możemy stać się jej ofiarami. Jeśli ktoś nas zawczasu ostrzega, wiemy na co jesteśmy narażeni, jakie są chwyty manipulacyjne - stajemy się ostrożniejsi w kontaktach z osobami, które na siłę chcą się z nami zaprzyjaźnić, przewrócić nasz dotychczasowy świat do góry nogami w imię "jedynie słusznych" wartości, wykreowanych przez liderów toksycznych grup.

Ich członkowie są jak nałogowcy - sami spróbowali, wciągają innych, wybierając przy tym jednostki słabe psychicznie, podatne na wpływy, przeżywające jakieś problemy lub też... żądne wrażeń.

Z uzależnieniem trzeba zerwać natychmiast - im szybciej się to zrobi, tym lepiej dla zainteresowanego. Agacie na razie się to nie udało, ale może jeszcze nie wszystko stracone?

* Personalia zmieniono

źródła: Autorka: Mirosława Pierko / paranormalium.pl
Zobacz co sądzą o tym inni:
Aby mieć możliwość komentowania, musisz być zalogowany. Nie masz konta? Zarejestruj się!
nieznane.pl Bądź na bieżąco! Subskrybuj nasz kanał RSS.Statystyki This Page Is Valid XHTML 1.0 Transitional :: ©2007-2009 nieznane.pl ::