Pierwszy cud w powojennej Polsce

dodano: 04/10/2007 19:15 • komentarze: 0 • odsłony: 3569 • kategoria: Inne • dodał: Simon

Pierwszy cud w powojennej Polsce


Był rok 1949. Zniszczony wojną Lublin powoli podnosił się z ruin. Naturalnym krajobrazem miasta były ruiny, rozkopane ulice, odsłonięte fundamenty budynków, stosy drutów i rusztowania. 3 lipca modląca się przed kopią obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej siostra Barbara Sadowska zobaczyła coś niezwykłego - po policzku Madonny spływała krwawa łza!
Siostra Sadowska natychmiast o całym wydarzeniu poinformowała kościelnego Józefa Wójtowicza, a wkrótce potem i pozostałych księży.

Wkrótce kościół wypełniały już tłumy wiernych z całego miasta. Jak stwierdził później ksiądz Tadeusz Malec, uniesienie ludzi, jęk, płacz były tak potężne, że i ja również rzuciłem się na kolana i razem z ludźmi dałem się unieść wzruszeniu do łez... O godzinie dwudziestej drugiej zachowujący daleko idący sceptycyzm księża zamknęli drzwi główne kościoła, a wiernych pozostałych w środku wyprowadzili przez zakrystię - śpiewy u stóp kościoła trwały jednak całą noc.

Pielgrzymki spoza Lublina zjechały się już nazajutrz. Kolejka do cudownego obrazu ciągnęła się przez całe Stare Miasto, wykraczając za Bramę Krakowską. O płaczącej Madonnie mówiono już w sklepach, na ulicach i w zakładach pracy, zaś serwisy BBC i Głosu Ameryki nadawały specjalne relacje.

Pierwszy cud w powojennej PolsceDo akcji wkracza władza

Poruszone były również komunistyczne władze - z powodu nagle ujawnionej religijności Polaków. Na rogatkach miasta rozmieszczono patrole milicji, zaś Komitet Miejski PZPR wysłał na miejsce grupę prowokatorów. O wydarzeniach w Lublinie na bieżąco informowano Bolesława Bieruta i Josifa Stalina.

Natychmiast podjęto wszelkie działania mające na celu stłumienie tego niezrozumiałego zjawiska przed świętem przypadającym w drugiej połowie lipca. Oświadczenie Związku Literatów Polskich, podpisane przez przewodniczącego Jarosława Iwaszkiewicza, brzmiało: "Cud lubelski" był świadomie zorganizowaną demonstracją przeciwko władzy ludowej. Do akcji wkroczyła również prasa, na czele ze "Sztandarem Ludo" i "Trybuną Ludu". Wydrukowano ośmieszającą wydarzenia lubelskie broszurę autorstwa dziennikarza Jacka Wołowskiego, zatytułowaną Cud mniemany. Według autora broszury, cud został zorganizowany przez wrogów partii. Głównym podejrzanym jest episkopat i reakcyjny kler, zaś wykonawcami tego diabelskiego projektu - płatni funkcjonariusze probostw.

Podjęte przez władze środki na nic jednak się zdały - do Lublina ściągało coraz więcej ludzi. 8 lipca przed katedrą zgromadziło się 8 tysięcy osób, zaś 10 lipca - 20 tysięcy. Szef WUBP (Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego) w raporcie z dnia 28 września 1949 zapisał: Gdy szofer Adamczyk wyjechał z ulicy Lubartowskiej i wjechał na ulicę Krakowskie Przedmieście, tam napotkano b. duży tłum ludzi. (...) Po przejechaniu kilkunastu metrów dalej nie mógł już jechać, gdyż tłum fanatyków religijnych nie chciał usunąć się z drogi (...).
Pierwszy cud w powojennej Polsce
13 ipca na placu przykatedralnym zginęła młoda studentka. Według oficjalnej wersji wydarzeń, uderzyła ją spadająca dachówka. W tłumie wybuchła panika, toteż dziewczyna została stratowana. Niewykluczone, że była to prowokacja władz. Niedługo później aresztowano inną studentkę, Janinę Markiewicz, roznoszącą ulotki ze sprostowaniem do kłamliwych informacji podawanych przez prasę.

Gdy ścierają się dwie siły...

Wypadki na placu przykatedralnym podzieliły ludzi na zwolenników i przeciwników Cudu. 17 lipca uczestnicy wiecu protestacyjnego w sprawie Cudu starli się z grupą wiernych opuszczających plac przykatedralny. Z jednej strony szły czerwone flagi, z drugiej Krzyże. Z jednej słychać było "Precz z klerem!", z drugiej zaś "My chcemy Boga!". Doszło do starć z milicją, w czasie których aresztowano 300 osób.
Pierwszy cud w powojennej Polsce

W broszurce propagandowej czytamy: W tym samym mniej więcej czasie, gdy ludzie ściągnięci do Lublina listem pasterskim godzinami wystawali na placu przykatedralnym... w głębokim wykopie pod kościołem świętej Anny w Warszawie robotnicy "Mostostalu", robotnicy "Betonostalu", pracownicy kanalizacji, murarze, przydownicy pracy, majstrowie, inżynierowie, uczeni narażając życie ratowali świątynię... Bo właśnie w tym czasie, gdy w Lublinie montował się "cud", którego nie było, na trasie W-Z w sposób niepokojący zarysowały się fundamenty kościoła... żaden ksiądz nie przyszedł do żon tych, co pod ziemią walczyli, a które na skarpie stojąc z zaschniętymi wargami, z głęboko zapadniętymi oczami na powrót mężów czekały... nie przyprowadzono tam ludu wiejskiego, aby zobaczył, w jakim trudzie dziś się Polskę buduje. Żadna biskupia limuzyna przez trasę W-Z nie przejechała...

Cóż... w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej prawdziwe cuda mogły mieć miejsce jedyne na trasie W-Z, w PGR-ach oraz podczas czynów społecznych.

Opracowanie na podstawie materiałów "Nieznanego Świata" i archiwów własnych.

źródła: Autor: Marek \"Ivellios\" Sęk / paranormalium.pl
Zobacz co sądzą o tym inni:
Aby mieć możliwość komentowania, musisz być zalogowany. Nie masz konta? Zarejestruj się!
nieznane.pl Bądź na bieżąco! Subskrybuj nasz kanał RSS.Statystyki This Page Is Valid XHTML 1.0 Transitional :: ©2007-2009 nieznane.pl ::