Pogrzebani żywcem

dodano: 29/10/2007 01:01 • komentarze: 5 • odsłony: 12208 • kategoria: Inne • dodał: Simon

Jak to możliwe, żeby człowiek - choćby o mistrzowsku wyćwiczony hinduski jogin - potrafił zawiesić swoje funkcje życiowe ż do zapadnięcia w stan podobny do śmierci?

Mieszkańcom Zachodu wydaje się niemożliwe, żeby potrafili wprawiać się w stan podobny do śmierci, zachowując kontrolę nad funkcjami organizmu i po spędzeniu całych godzin, dni, a nawet lat w ziemi wyłonić się z niej żywi. Od wieków opowiada się o takich wyczynach hinduskich fakirów, czy joginów.
Jogin uprawia tego rodzaju ćwiczenia w celu wyeliminowania czynników, odwracających jego uwagę w dążeniu do wyższego stopnia świadomości - samadhi (oświecenie). Natomiast fakir usiłuje jedynie zapanować nad swoim ciałem. Dla niego pogrzebanie żywcem stanowi dowód sprawowania władzy nad ciałem i duchem. Według Andrija Puharicha, naukowca i pisarza, celem fakira jest całkowita kontrola nad czterema stanami: czuwaniem (jawą), snem, marzeniem sennym i "pozorną śmiercią" - zawieszeniem funkcji życiowych w stanie katalepsji.
W jaki sposób i po co rozwijano to ćwiczenie, nikt już dzisiaj nie wie. Lekarz James Braid w książce "Observations of Trance, of Human Hibernation) ("Uagi nad transem, czyli snem zimowym u ludzi") cytuje fragment z "Dabistanu", klasycznej perskiej księgi o religii hinduskiej: "Jogini mają zwyczaj grzebania żywcem, gdy dotknie ich choroba".
Skądkolwiek wywodzi się ta praktyka, podobne sytuacje zdarzają się również w innych krajach. Można by je utożsamiać ze zrytualizowanym transem, o którym pisze Mircea Eliade w "Szamanizmie".

Zagłodzić na śmierć.



W Japonii istniał osobliwy kult samomumifikacji, o którym pisze Carmen Blackers w książce "The Catalpa-Bogen ("Łuk catalpa"). Kilku buddystów ślubowało pościć przez cztery tysiące dni. Zaczęli od bardzo ścisłej diety, poczym w ogóle przestali przyjmować pożywienie, aby świadomie doprowadzić się do śmierci. Co najmniej o dwóch członkach tej "wielce interesującej, ale obecnie wymarłej już grupy" wiadomo, że zeszli do grobu żywi.
Według relacji południowoafrykańskiej gazety "Pretoria News", pod koniec 1974 roku togijski szaman Togbui Siza Aziza w Akrze pozwolił się pochować ba trzy godziny w zwykłej trumnie, którą przywalono kamiennymi płytami i zaprawą murarską. Po dwóch godzinach tłum wpadł w panikę i zaczął zaklinać Azizę, którego stłumiony głos jeszcze było trochę słychać, by zrezygnował. W końcu zatrzęsła się ziemia i Aziza wydobył się spod cementu, bez trudu odsuwając płyty. Trumna jednak nadal była zabita gwoździami. Aziza wyjaśnił, że swoje magiczne siły zawdzięcza medytacjom pod ziemią. Siły te polegały między innymi na zdolności uzdrawiania, rozumieniu mowy zwierząt i nie odczuwaniu bólu.
Spośród innych afrykańskich relacji na temat stanów podobnych do śmierci, szczególnie warta odnotowania jest historia "schodzących pod wodę", którą opowiedział Ivanowi Sandersonowi w 1932 roku N.H. Cleverly, angielski gubernator w Calabarze w Kamerunie. Cleverly posłał urzędnika z administracji wraz z miejscowym strażnikiem buszu, żeby się dowiedzieli, dlaczego kilka wiosek na obszarze zamieszkanym przez plemię Ibibio odmawia płacenia podatków. Na wielkich wyspach otoczonych bagnami nigdzie nie można było znaleźć wieśniaków, aż w końcu strażnik zdjął mundur i zaczął szukać incognito. Wreszcie dokonał zaskakującego odkrycia.
Patrząc zza prawie dwumetrowej skarpy, dojrzał "całą gminę (ponad 100 dusz: mężczyzn, kobiet i dzieci oraz zwierzęta domowe, zamknięte w ażurowych koszach i sprawiające wrażenie śpiących) siedzącą bez ruchu na dnie wody, tyłem do brzegu". Widok strażnika trzęsącego się ze strachu oraz przeświadczenie, że "budzenie" wieśniaków zanurzonych 2,5 metra pod wodą jest beznadziejnym przedsięwzięciem, były ponad siły towarzyszącego mu europejskiego urzędnika, który nie ociągając się wrócił do Calabaru. W drogę ruszyła inna, doświadczona ekipa, ale nim dotarła do wioski, życie powróciło już tam do normy, a strażnik ściągnął podatki.
Sanderson przez 15 lat bezskutecznie usiłował dowiedzieć się czegoś więcej o plemieniu Ibibio. "Problem polega na tym - napisał - że nie mogę wśród naszej cywilizacji znaleźć nikogo, kto by chciał rozsądnie porozmawiać ze mną o tej sprawie..."
Między tą historią a grzebanymi żywcem fakirami zachodzi wyraźny związek. Albo mieszkańcy afrykańskiej wioski umieli spontanicznie zatrzymać swoje funkcje życiowe, albo skorzystali z usług szamana, który znał arkana techniki podobnej do hipnozy. Dr R. J. Vakil opublikował w piśmie "Lancet" artykuł o joginie, który 15 lutego 1950 roku w Bombaju zademonstrował podobny wyczyn, dokonany wyłącznie siłą woli. W obecności ogromnej liczby widzów i pod nadzorem doktora Vakila "wychudzony "sadhu" w średnim wieku, noszący nazwisko Shri Ramdasji, został na 56 godzin zamknięty w niewielkiej podziemnej kabinie. Komora o wymiarach 1,5 na 2,5 metra była wykonana z betonu, naszpikowana wielkimi gwoździami i zamknięta betonową pokrywą. Po upływie tego czasu wyborowano w pokrywie otwór, za pomocą węża wpompowano do środka 6400 litrów wody i ponownie zamknięto otwór. Wodny grobowiec otworzono dopiero po prawie siedmiu godzinach. "Sadhu" leżał pod wodą, ale przeżył.

Umarły czy przedwcześnie pochowany?



W bestsellerze "Book of Heroic Failures" ("Księga straszliwych pomyłek") Stephena Pile'a znajdują się między innymi rozdziały zatytułowane "Najbardziej nieudane wystawienie zwłok na widok publiczny" oraz "Pogrzeb, który wskrzesił umarłego". Pierwsza historia opowiada o biskupie z Lesbos, który w 1896 roku po dwóch dniach leżenia na marach nagle usiadł i chciał się dowiedzieć, dlaczego żałobnicy tak na niego patrzą. Druga traktuje o misjonarzu nazwiskiem Schwartz, który w 1890 roku "zmarł" w New Delhi, a podczas swego pogrzebu zawtórował z trumny chórowi śpiewającemu pieśń żałobną.
W książce Pile'a obie te historie brzmią bardzo zabawnie, ale przedwczesny pochówek był i pozostaje sprawa makabryczną. W czasach, gdy lekarze sprawdzali tylko puls lub stwierdzali za pomocą lusterka, czy człowiek jeszcze oddycha, kataleptykom groziło pochowanie żywcem. W okolicach bardziej zacofanych odgłosy stukania, dochodzące ze świeżo usypanego grobu, uznawano zapewne za sprawkę jakichś duchów i je ignorowano.
Mimo postępów medycyny sprawa określenia faktycznego momentu śmierci nadal stanowi przedmiot kontrowersji i ejst dyskutowana. W dalszym ciągu nie mamy z fachowych kręgów jednoznacznej odpowiedzi: czy "martwi" stajemy się z chwilą, gdy nasze serce przestaje bić, czy dopiero wtedy, gdy komórki naszego mózgu przestają wysyłać impulsy elektryczne?

źródła: cidernet.pl/~piotr/index.php
Zobacz co sądzą o tym inni:
dodał: lok17 data: 2007-11-02 16:33:10
komorki mozgu wysylaja impulsy elektryczne do 3 lat po smierci czyli muzg pracuje nawet wtedy kiedy zaczyna gnic
dodał: Papekk27 data: 2007-11-02 19:03:09
no to zajebiste pocieszenie lok17 :) cokolwiek by to znaczyło he he. Pogrzebani "z żywcem"(puszkowym)
dodał: fruwak35 data: 2007-11-05 20:32:27
milo i to wszyscy tak bedziemy miel
dodał: Ronnie data: 2007-11-10 09:02:17
ciekawe jak to jest być pochowanym żywcem
dodał: gingus12 data: 2007-11-11 19:03:48
Słyszałem o zombifikacji w "pseudoreligii" voodoo. Też by się o tym artykuł przydał.
Aby mieć możliwość komentowania, musisz być zalogowany. Nie masz konta? Zarejestruj się!
nieznane.pl Bądź na bieżąco! Subskrybuj nasz kanał RSS.Statystyki This Page Is Valid XHTML 1.0 Transitional :: ©2007-2009 nieznane.pl ::