Stygmaty
Jest to określenie ran, pojawiających się na ciele człowieka mniej więcej w tych samych miejscach, w których Jezus miał przebite ręce, nogi oraz bok. Rany takie mogą często krwawić, nie goją się, ale także nie ropieją mimo braku sterylności. Człowieka, u którego możemy zaobserwować podobne zjawisko, nazywamy stygmatykiem.
Ze sławnych i z pewnością nieudawanych stygmatyków uchodzą św. Franciszka i Ojca Pio - włoski franciszkanin z ubiegłego wieku.
Stygmaty były przyczyną wielu kontrowersji, głównie dotyczących ich autentyczności, tak, więc weryfikacja „prawdziwości” stygmatów jest bardzo problematyczna.
Według wielu źródeł, istnieje zaledwie 5 kryteriów, niezbędnych do uznania stygmatów za autentyczne.
1.Stygmaty, pojawiają się na ciele nagle i spontanicznie.
2.Rany te nie gniją, ani nie ulegają rozkładowi.
3.Charakteryzują się zmianą budowy tkanki w miejscach występowania Stygmatów.
4.Krwawią krwią tętniczą, nie goją się, lub robią to bardzo powoli.
5. Pozostają niezmienne nawet po zastosowaniu zabiegów medycznych. (Sądzę, że chodzi tutaj o odkażenie rany, wyczyszczenie jej.)
Z pewnością, stygmaty są zjawiskiem rzadkim. Osobiście, uważam je za dar, którym Bóg obdarza ludzi. Prawdziwi stygmatycy przeżywają te bolesne rany, jako możliwość wewnętrznego i zewnętrznego przybliżenia się do cierpiącego Chrystusa.
Zauważyć jednak należy, że pojawianie się tych ran, dokładnie w tych miejscach, które uwidaczniane są na obrazach i figurach Chrystusa a nie w miejscach gdzie anatomicznie powinny się znajdować, sugeruje bardzo duży związek ich występowania z zakorzenionymi w naszych umysłach przyzwyczajeniami. Wbrew powszechnej opinii i klasycznym przedstawieniom Ukrzyżowania, starożytni Rzymianie wbijali gwoździe w nadgarstki, a nie w dłonie. Inaczej ciało zerwałoby się z krzyża. Większość średniowiecznych malarzy o tym nie pamięta i na większości obrazów i figur dłonie są przebite gwoźdźmi tam, gdzie skóra i mięśnie są za słabe by utrzymać ciężar ciała.
Nie wiadomo, z której strony Jezus został przebity włócznią. Niektórzy stygmatycy krwawią z prawej strony, inni z lewej.
Stygmaty nikomu z Nas, nie są potrzebne do zbawienia. Jeżeli Bóg, chce kogoś nimi obdarzyć, to z pewnością nie, dlatego, by dziennikarze lub zwykli ciekawscy ludzie robili z tego sensację.
Pole do wszelkich nadużyć, jest tu tak szerokie, że nawet wybitni znawcy problemu mogą tu pobłądzić lub dać się wprowadzić w błąd przez jakiegoś szaleńca, który sam się okaleczył.
Giorgio Bongiovanini – Współcześnie żyjący stygmatyk, który nie będąc szczególnie religijnym doznał wizji, a następnie otrzymał stygmaty wraz z charakterystyczną raną na czole w kształcie krzyża. Autentyczność jego stygmatów została wielokrotnie potwierdzona przez kościół, oraz wielu zagranicznych lekarzy.
Marcin Szatkowski
|