Niemieccy inżynierowie i naukowcy w latach trzydziestych prowadzili prace nad tajemniczą technologią, która łamałaby dotychczasowe prawa fizyki. Podczas II wojny nadano nazwę Wunderwaffe cudowna broń, która maiła przechylić szalę zwycięstwa na ich stronę. Źródła niemieckie mówią, że nawiązano kontakt z wysoko rozwiniętą cywilizacją z układu Aldebarana i miało to miejsce przed drugą wojną światową. Według różnych źródeł do takiego kontaktu miało dojść w Kołobrzegu lub w Sudetach, lecz bardziej prawdopodobne jest, że do owego spotkania doszło w Sudetach choćby dlatego, że w miejscu zwanym Hexenplatz, wielu mieszkańców widziało NOLE w postaci kul ognistych i nocnych świateł. W całej sprawie kluczową rolę pełniły tajne organizacje o charakterze mistycznym.

Organizowano ekspedycje naukowe w rejony Bliskiego Wschodu, Tybetu, Ameryki Południowej. Nie można wykluczyć, że ekspedycje naukowe dotarły do zawartych w sanskryckich pismach opisów maszyn latających. Inna z hipotez mówi o katastrofie w 1937 lub 1938 roku koło Czernicy. Miał to być obiekt typu kulistego który po przelocie nad Czernicą spadł na teren pobliskiego majątku krewnych Ewy Braun. Wkrótce z garnizonu jeleniogórskiego ściągnięto oddziały SS, które otoczyły teren katastrofy i zabezpieczyły przewiezienie obiektu do Jelenie Góry. Świadkowie mieli zostać zmuszeni do milczenia. W celu zbadania wraku sprowadzono w krótkim czasie trzech fizyków jądrowych. Jednym z najbardziej tajnych projektów III Rzeszy były latające talerze określone symbolem V-7 które Hitler nazwał prawdopodobnie "cudowną bronią".
W 1934 roku powstał statek o średnicy 5 metrów, który uniósł się w powietrze i nazywał się RFZ - 1 (Rundflugzeng - 1). Statek ten był bardzo trudny w sterowaniu i po wzniesieniu się na wysokość około 60 metrów rozbił się już w pierwszym locie próbnym. Pilot Lothar Waiz zdołał bezpiecznie opuścić kabinę. Nieco później zbudowano ulepszony dysk RFZ - 2 o średnicy 20 metrów. Sterowanie nad nim nadal było problemem, mógł on wykonywać zwroty tylko pod kątem 22,5, i 45, nie po łuku a pod kątem. Co sprawiało, że został uznany za nieprzydatny bojowo. Jedynie Hitler się nim bardzo interesował.
Bardzo ważnym urządzeniem ujawnionym przez źródła niemieckie był "Dzwon" (Die Glocke) który wchodził w skład zespołu napędowego. Z materiałów wynika, że "Dzwon" miał być drobną choć bardzo ważną częścią większego systemu napędowego. Budowa ,,Dzwonu": Urządzenie przypominało kształtem dzwon. Był to cylinder umieszczony w trakcie pracy pionowo, górna część posiadała zaokrąglenie w kształcie kopuły, zaś dolna stanowiła okrągłą podstawę. Obudowa wykonana była z materiału dielektrycznego. Wysokość 2-2,5 metra. Średnica 1,5 - 1,8 metra.
Przed każdą próbą uruchomienia dzwonu w jego wnętrzu umieszczano coś w rodzaju podłużnego ceramicznego pojemnika o ściankach osłoniętych warstwą ołowiu o grubości 3 cm. Pojemnik wypełniany był dziwną złocistą metaliczną substancją o odcieniu fioletowym i zachowującą w temperaturze pokojowej konsystencję lekko ściętej galarety. Pojemnik miał długość ok 1 do 1,5 m. Tajemnicza substancja nosiła kryptonim IRR XERUM 525 lub IRR SERUM 525. W jej skład wchodziły tlenki toru i berytu. Jak wiadomo uruchomienie dzwonu wiązało się z dużym niebezpieczeństwem promieniowania, które było przyczyną rozwiązania pierwszego zespołu badawczego na przełomie maja i czerwca 1944 roku, w związku ze śmiercią pięciu z siedmiu prowadzących go naukowców. Później podczas przeprowadzanych badań cały personel badawczy usuwano na odległość 150-200 metrów stosując gumowe kombinezony ochronne oraz kaski charakteryzujące się dużymi czerwonymi szybami z przodu. W trakcie badań w pobliżu dzwonu ustawiano zestawy organizmów żywych np.: jaszczurki, myszy, szczury, żaby, owady, ślimaki. Ustawiano także szereg roślin: mchy, paprocie, bluszcze, oraz substancje organiczne: białko, krew, mięso, mleko. Podczas badań odkryto, że na wszystkich formach życia tworzyły się nieokreślone formy krystaliczne. Szczególnym zmianom ulegały rośliny zielone, w pierwszej fazie obejmującej do około 5 godzin po zakończeniu badań następowało ich bielenie lub szarzenie, rozkład lub zanik chlorofilu. Taka roślina przez okres utajnionych zmian rzędu tygodnia żyła normalnie. Następnie następował nagle błyskawiczny rozkład do postaci mazistej. Projekt badawczy podzielony został na dwa segmenty, od stycznia 1942 roku do sierpnia 1943 nosił kryptonim "Thor". A następnie "Chronos".
Z czasem badaniami i budową latających talerzy zajęła się wojskowa placówka SS Entwicklungsstelle -IV. W lecie 1939 roku rozpoczęto testy pierwszego obiektu Haunebu. Najpierw został zbudowany model Haunebu I, ale był bardzo wadliwy.
Haunebu II był modelem bardziej udoskonalonym o średnicy ok. 30 metrów, posiadał cztery generatory elektrograwitacyjne - jeden duży umieszczony centralnie, a trzy mniejsze stabilizujące i mógł rozwinąć prędkość dochodzącą do 6000 km/h.
Podczas ostatnich miesięcy wojny powstał tylko jeden statek Haunebu III, który wykonał 19 lotów próbnych. Mieścił 32 ludzi na swym pokładzie, rozwijał prędkość ok. 10 Macha. Napęd tego statku składał się prawdopodobnie według przypuszczeń z generatorów elektrograwitacyjnych.
Czy te statki naprawdę istniały? Czy może są jeszcze gdzieś przechowywane? Czy ludzie Hitlera mieli kontakt z kosmitami? Na te pytania raczej już nie odpowiemy...
źródła: www.google.pl, www.ufo.info.pl, www.nieznanezjawiska.pl |