Uduchowione liściki

dodano: 28/07/2007 19:16 • komentarze: 0 • odsłony: 3648 • kategoria: Życie po śmierci • dodał: Simon

Uduchowione liściki


W Chińskim Apartamencie na pierwszym piętrze widuje się śliczną, młodą kobietę w białej muślinowej sukni. Siedzi przy zabytkowym sekretarzyku i wodzi gęsim piórem po papierze. Pięknie trefione jasne loki podtrzymuje biała wstęga, kontrastująca z wpiętymi w nie czerwonymi różyczkami. To najmłodsza córka dawnej właścicielki Łańcuta, księżnej Izabelli z Czartoryskich Lubomirskiej. Julia Potocka, jak za życia, pisze miłosne liściki do ukochanego, Eustachego Sanguszki. Tylko Jemu zawdzięczała jedyne chwile szczęścia w krótkim życiu...
Uduchowione liściki Cierpiała, że matka nie kocha jej ani sióstr. Podobno Izabella czuła do córek wprost histeryczną nienawiść. Tylko dlatego, że nie urodziły się chłopcami. Poza tym dziewczynki, choć grzeczne, inteligentne i żywe, były - nie da się ukryć - brzydkie. A Izabella, mimo wyjątkowo niskiego wzrostu, była klasycznie piękna i tolerowała w swej obecności tylko ludzi i rzeczy piękne. Na swój sposób dbała o córki. Angażowała najdroższych guwernerów, stroiła dziewczątka jak lalki, ale nie chciała ich mieć koło siebie. Nic więc dziwnego, że nie zauważyła, jak najmłodsza z córek zmieniła się z poczwarki w pięknego motyla...

Niemal z dnia na dzień przestała się garbić, miała talię osy, a zezik (tak wyraźny u sióstr) dodawał tylko uroku jej spojrzeniu. A cera! Nie musiała używać bielidła ani różu. Nikt nie podejrzewał, że uroczy rumieniec to objaw gruźlicy, choroby odziedziczonej po ojcu. Zauroczony nią „wielki świat" nadał jej przydomek „pięknej Julii" - po włosku Giulietta la bella.
Uduchowione liścikiI Tę osiemnastoletnią piękność matka wydała za hrabiego Jana Potockiego - sławnego podróżnika, uczonego i dziwaka, późniejszego autora „Rękopisu znalezionego w Saragossie". Małżeństwo nie było szczęśliwe. Niemal dwukrotnie starszy mąż miał rozległe zainteresowania i... słaby kontakt z rzeczywistością. Potrafił na przykład w stroju adamowym wejść do salonu pełnego gości obojga płci. Dziwnie się ubierał, rzadko się golił, a strzygł się sam! Wciąż podróżował (nazywano go Jan Wędrowniczek), zawsze w towarzystwie Turka ibrahima. A osamotniona Julia znajdowała pociechę w dwóch synkach, równie uroczych jak ona.
Uduchowione liściki ej uroda budziła wciąż powszechny podziw, poeci opiewali jej taniec oraz... wierność dla małżonka. Wierność niemodną, dodajmy. Większość pięknych dam zmieniała kochanków jak rękawiczki. A ona - nie! Pustkę w życiu wypełniała grą w amatorskim teatrze i... działalnością patriotyczną. W 1792 roku spotkała się w Paryżu z Tadeuszem Kościuszką, który przebywał tam z misją. Miał przekonać rząd rewolucyjny, aby w razie wybuchu powstania w Polsce wysłał na pomoc francuski korpus posiłkowy. Pomagała mu w tym Julia, wykorzystując swoje kontakty i powiązania z francuskimi politykami.

W kołach konspiracyjnych spotkała młodego, przystojnego bruneta - księcia Eustachego Sanguszkę (1768-1844). Nie przypominał innych salonowych fircyków. Dla ratowania dóbr rodzinnych musiał wstąpić do wojska rosyjskiego, ale był gorliwym patriotą.
Uduchowione liściki
To była prawdziwa miłość. Wszyscy o niej wiedzieli, nikt się nie gorszył, a już najmniej - mąż. Eustachy brał udział w powstaniu kościuszkowskim (1794 r.) jako dowódca dywizji. Pod Szczekocinami uratował żyde samemu Naczelnikowi Kościuszce! Julia wyjechała do matki, do Łańcuta. Coraz słabsza, coraz bardziej chora, siadywała przy sekretarzyku w Chińskim Apartamencie i pisała do ukochanego liścik za liścikiem.
Uduchowione liściki W sierpniu Eustachy odniósł ranę pod Barlicami. Nie miał pojęcia, że w tym samym dniu jego ukochana zmarła nagle podczas pobytu w Krakowie. Ale - jak to póĽniej zanotował - „niespokojność nadzwyczajna, sny trwożące wróżyły mi cios okrutny, który dokonał swych przeznaczeń i wydarł mi to, com najwyżej w świecie cenił".

Wieść o śmierci Julii szybko przedostała się do Warszawy. Eustachy dowiedział się o niej od króla i księcia Józefa Poniatowskiego. I - choć drogi były odcięte, postanowił dotrzeć do Krakowa, sprawdzić, czy ukochana naprawdę nie żyje. Dostał urlop od Kościuszki. Przebrany za mieszczanina, nocą przedarł się przez straże nieprzyjacielskie. Narażał się na stryczek w razie schwytania, gdyż dla Rosjan był dezerterem!

Zmieniając po drodze konie dotarł do Krakowa. I... natknął się na kondukt żałobny z trumną Giulietty, zmierzający do kościoła Mariackiego. Z pomocą znajomego księdza dostał się do grobowca. „Spuszczono za mną grobowy kamień, a ja czując się swobodnym podnoszę wieko trumny"- wspominał po latach. „Słaby promyk dzienny, wpadając przez kratę otworu, oświeca jej śliczną twarz(...). Wydała mi się żywą, tylko uśpioną. Wołam ją po imieniu, najtkliwszymi budzę zaklęciami, pewny, że głos mój ją ożywi". Nie ożywił. „W szale rozpaczy przytknąłem usta do jej ust... i wtedy pojąłem, co to jest śmierć". Nazajutrz zemdlonego młodzieńca wyniesiono z krypty...

No i jak nie pisywać do takiego kochanka miłosnych liścików - nawet po śmierci?

źródła: Super Express 24-25 VII 2004 / paranormalium.pl
Zobacz co sądzą o tym inni:
Aby mieć możliwość komentowania, musisz być zalogowany. Nie masz konta? Zarejestruj się!
nieznane.pl Bądź na bieżąco! Subskrybuj nasz kanał RSS.Statystyki This Page Is Valid XHTML 1.0 Transitional :: ©2007-2009 nieznane.pl ::