Zapisane na liściach - o Bibliotekach Liści Palmowych

dodano: 07/09/2007 02:27 • komentarze: 1 • odsłony: 4322 • kategoria: Ezoteryka/Magia • dodał: Simon

Zapisane na liściach - o Bibliotekach Liści Palmowych
Przed Biblioteka, 5th Main Street, Chamarajpet,
Bangalore



Telefon do wieczności

Nieopodal tętniącego życiem centrum, w dzielnicy Chamarajpet, można natknąć się na ulicę Fifth Main Road. Ocieniona rozłożystymi akacjami, sprawia wrażenie, jakby czas się tu zatrzymał. Niezbyt pokażny budynek Biblioteki jest wciśnięty pomiędzy sklepik z książkami a warsztat naprawy skuterów. Tabliczka informacyjna na drzwiach głosi, że dotarliśmy do '' Wyroczni świętego Shuka''.

Nie można jednak tu przyjść niezapowiedzianym. Wczesniej należy upewnić się - korespondencyjnie lub przez telefon - że taka wizyta ma sens. Bo w Bibliotece nie ma liści z zapisem losów wszystkich ludzi. Nie o każdym też czasie informacja jest gotowa do wglądu.

Początki tej niezwykłej Biblioteki liczą sobie ponad 5 tysięcy lat. Tradycja podaje, że hinduski mędrzec Shuka Nadi, postać na poły legendarna, uzyskał wgląd w przeznaczenie całych pokoleń po tym , jak znalazł klucz do ''pamięci świata''. Wiedzę zdobytą w ten sposób wpierw przekazywano ustnie, potem zaczęto ją spisywać na palmowych liściach. Mówi się, że Biblioteka w Bangalore składa się z 3665 tomów, a każdy taki tom zawiera 365 zrobionych z liści kart.
- Jeden liść ma 14 centymetrów długości i 6 centymetrów szerokości - stwierdza Mariusz Piotrowski, wydawca z Bydgoszczy, który w lutym tego roku gościł w bangalorskiej Bibliotece.
- Liście są zapisane po obu stronach, w języku starotamilskim, przy czym wielkość liter nie przekracza półtora milimetra. Gdy zobaczyłem je po raz pierwszy, nasunęło mi się na myśl, że do złudzenia przypominają używaną dawniej taśmę komputerową - taki perforowany pergamin. Z tym, że otwory są tu jednak znacznie drobniejsze.

Piotrowski zapowiedział swój przyjazd do Biblioteki, dzwoniąc z Polski w pierwszych dniach stycznia 2000 roku. Razem z nim do Bangalore wybierały się jeszcze dwie osoby. W czasie rozmowy, posługujący się angielskim opiekun Biblioteki poprosił o podanie dat i godzin urodzeń całej trójki. -Godzinę swojego urodzenia na szczęście znałem - opowiada Mariusz Piotrowski. - W przypadku drugiej osoby godzinę podałem błędnie. Na temat trzeciej w tej kwestii nie wiedziałem niczego. Wtedy zapytano mnie, czym ten człowiek się zajmuje. Powiedziałem i okazało się, że ta informacja wystarczyła. Nie padło pytanie ani o narodowość, ani o nasze nazwiska czy imiona. Wyznaczono termin: 24 lutego, godzina 14.

Tego właśnie dnia będą mogli się dowiedzieć, kim byli we wcześniejszych wcieleniach, a także, co czeka ich w przyszłości. Będą mogli również poznać datę swojej śmierci.

Zapisane na liściach - o Bibliotekach Liści Palmowych
Gunjur Satchidananda Murthy,
"nadzorca" losów



Tłumacz liści

'' Tłumaczem " liści w Bibliotece w Bangalore jest Gunjur Sachidananda Murthy. Funkcja "tłumacza " tradycyjnie przechodzi z ojca na najstarszego z synów. Pierwotnie miał ją spełniać brat Gunjura, lecz zmarł nieoczekiwanie na nieuleczalną chorobę.

Nie jest łatwo dokonywać tłumaczeń z języka starotamilskiego. Słowa w tej mowie posiadają wiele znaczeń. Praca bibliotekarzy polega zatem nie tylko na wiernym przekazie, ale też na interpretacji i wyszukiwaniu współczesnych odpowiedników danych pojęć. Nic dziwnego, że czasami pojawiają się jakieś przeinaczenia czy błędy; na ogół jednak przekaz jest czytelny i -w lwiej swej części - zadziwiająco trafny.

W wyznaczonym dniu i godzinie Polacy na Fifth Main Road dotarli bez przeszkód. Jak się okazało, nie było trudności z odnalezieniem zapisu przeznaczonego dla osoby, której daty urodzenia nie znano. Liście " wiedziały " bowiem, że przybędzie ona do Biblioteki w towarzystwie...bydgoskiego wydawcy! Nikt nie ma pojęcia, jak to się dzieje, że liście dokładnie "wiedzą ", ile lat, miesięcy i dni będzie miał dany człowiek w chwili, gdy droga doprowadzi o do " biblioteki przyszłości ".

- Odczyt w pierwszej fazie jest swoistą rozmową - wyjaśnia Mariusz Piotrowski. - Bibliotekarz zadaje pytania chcąc uzyskać pewność, że ma przed sobą właściwy liść. Mówi więc na przykład: "Jesteś jedynym dzieckiem swoich rodziców?" Albo: "Czy to prawda, że ożeniłeś się mając 25 lat?" Jeśli potwierdzasz, rozpoczyna się właściwa część spotkania - poznajesz swoje wcześniejsze wcielenia. Wtedy możesz dowiedzieć się, ile razy żyłeś na Ziemi i w jakich epokach, a przede wszystkim czy żywoty służyły twemu rozwojowi duchowemu, czy też nie...

Umierałem pięć razy


Znany pisarz i dziennikarz austriacki, Peter Krassa, w czasie swego pobytu w " bibliotece przyszłości" dowiedział się na przykład, że w jednym ze swoich wcześniejszych wcieleń żył w Indiach , gdzie dopuścił się " duchowej zdrady" wobec swojej duchowej opiekunki. Z tego powodu w obecnym życiu - odpokutowując ten czyn - żyje sam; nie ożeni się i nie będzie miał potomstwa. Czy rzeczywiście mamy tu do czynienia z obciążeniem karmicznym? Być może. W każdym razie nic nie wskazuje na to, by 62-letni dziś Peter Krassa zamierzał zmienić stan cywilny.

Mariusz Piotrowski nie chce zdradzać szczegółów związanych z jego wcześniejszymi wcieleniami. Uważa, że byłoby to naruszeniem prywatności. Stwierdza jedynie; -nie byłem nikim historycznie szczególnym. Rodziłem się i umierałem pięć razy. Żyłem w Izraelu 2000 lat temu, kilka razy w Indiach. Co ciekawe, mieszkałem też na - zdawałoby się mitycznej - Atlantydzie. Wszystkie te sytuacje zostały omówione dość szczegółowo.

Jeśli chodzi o wcielenie obecne pana Mariusza, " wiedza liści " okazała się zaskakująco dokładna. Zgadzały się wszystkie kluczowe wydarzenia, daty, życiowe wybory, które trzeba było podjąć. Biblioteka po swojemu nazwała nawet studia wyższe, jakie Piotrowski ukończył, a nie było to łatwe, bo szło o telekomunikację. Oczywiście ponad 5000 lat temu słowo takie nie istniało, można było jednak powiedzieć o porozumiewaniu się na odległość"...

Bibliotekarz informuje także, pod wpływem jakich planet znajduje się człowiek w poszczególnych okresach swego życia - kontynuuje wydawca z Bydgoszczy - i to aż do odejścia z tego świata. Gdy zatem usłyszałem, że od 75 roku aż do śmierci znajduję się pod wpływem Marsa, odebrałem to jako dobrą wróżbę. 75 lat to już jest coś!

Ośrodek w Bangalore nie jest jedyną Biblioteką Liści Palmowych. Niektóre żródła twierdzą, że funkcjonuje ich w Indiach aż 12. Jednak nie wszystkie takie miejsca godne są zaufania. Część z nich to wyłącznie "atrakcje turystyczne"- odpowiednik europejskich gabinetów wróżb. Biblioteki, które nie zaliczają się do tej kategorii, przechowują w swoich archiwach prawdziwe bogactwo informacji. Dzięki nim można poznać życie i przeznaczenie 300, a może nawet 400 tysięcy ludzi. Podobno w każdej z Bibliotek przechowuje się identyczne kopie liści, choć słychać też głosy, że dopiero informacje z różnych Bibliotek dotyczące tej samej osoby dają pełny obraz czekającej ją przyszłości. Mówi się też, że przyszłość nie jest zdeterminowana i zapisane na liściach wiadomości dotyczące przyszłych dni zmieniają się. Jak to wygląda w rzeczywistości nie wie nikt.

źródła: Autorzy: Wojciech Chudziński, Tadeusz Oszubski / Czwarty Wymiar, 2001 rok
Zobacz co sądzą o tym inni:
dodał: Simon data: 2007-09-07 21:34:20
Interesujący artykuł i w ogóle ciekawa sprawa... Ale w sumie sam nie wiem czy chciałbym poznać swoją przyszłość, a już na pewno nie datę śmierci. Jedyne co z chęcią bym się dowiedział to o tej przeszłości ;-). Myślę, że wybierając się do Indii warto tym pamiętać.
Aby mieć możliwość komentowania, musisz być zalogowany. Nie masz konta? Zarejestruj się!
nieznane.pl Bądź na bieżąco! Subskrybuj nasz kanał RSS.Statystyki This Page Is Valid XHTML 1.0 Transitional :: ©2007-2009 nieznane.pl ::